Spacerem przez historię - ulica, która (prawie) nie miała imienia.


Podczas przechadzki po dawnych terenach Kückenmühler Anstalten 👣, warto zatrzymać się na chwilę przy jednej z najważniejszych dróg kompleksu. To właśnie w jej okolicach powstawały pierwsze budynki instytucji, która z czasem rozrosła się jak dobrze podlewany bluszcz. Mowa oczywiście o dzisiejszej ulicy Władysława Broniewskiego.

Choć dziś nosi imię znanego poety (uchwałą Prezydium MRN z 9 lutego 1962 roku, dla dociekliwych), przez wiele lat nie miała oficjalnej nazwy. Wcześniej była po prostu numerkiem na Arkońskiej, a jeszcze wcześniej , bardziej romantycznie, znana jako „Weg nach Warsow”, czyli droga do Warszewa. Ot, skromna, ale pracowita arteria wewnętrzna instytucji.

I chociaż nazwy nie miała, to znaczenie miała ogromne. Już po 1900 roku droga ta biegła od Eckerbergstrasse (czyli dzisiejsza Arkońska) do Wussower Strasse (czyli Chopina), stanowiąc kręgosłup całego kompleksu. To przy niej stanęły pierwsze pawilony dla pacjentów, domy dla pracowników, kościół i cmentarz. Była tu pierwsza oczyszczalnia ścieków, wodociągi, lampy uliczne, kable - prawdziwy high-tech jak na swoje czasy!
Lokalizacja nie była przypadkowa. Teren między dzisiejszym Niemierzynem a Osowem - porośnięty lasem, poprzecinany dolinkami i potokami - idealnie nadawał się na budowę samowystarczalnego kompleksu opiekuńczego z dala od zgiełku miasta. W XIX wieku takie instytucje planowano właśnie z dala od centrum, z jednej strony z przyczyn ideowych (cisza, spokój, "naturalne uzdrawianie"), z drugiej, by nie niepokoić mieszczan widokiem osób chorych psychicznie czy niepełnosprawnych. Dodatkowo teren był tani, rozległy, dobrze nawodniony (strumień Warszewiec) i łatwo dostępny z głównych tras, od strony Eckerbergstrasse/Arkońskiej i Warsower Straße/ Chopina. 

Wybór dzisiejszej ul. Broniewskiego jako osi kompleksu miał sens praktyczny, droga łączyła kilka lokalnych wsi, przecinała dolinę młynów i umożliwiała rozplanowanie budynków wzdłuż niej w sposób logiczny: od strefy gospodarczej po opiekuńczo-leczniczą.

W 1863 roku Gustav Jahn kupił tu młyn i przekazał teren pod budowę przytułku dla dzieci upośledzonych. Już w październiku tego samego roku otwarto pierwsze dwa pawilony. Z czasem kompleks urósł do ponad 75 budynków, z własną piekarnią, rzeźnią, szkółką leśną, gospodarstwem i nawet seminarium duchownym (Predigerseminar), które działało tu do 1940 roku. Mieszkańcy i pracownicy nie tylko żyli tu, ale również produkowali na potrzeby instytucji i okolicy warzywa, nabiał, pieczywo. Główną postacią tego rozwoju był pastor Emil Wilhelm Bernhard - dyrektor instytucji w latach 1877-1909. Dziś przypomina o nim skromny głaz pamiątkowy, stojący właśnie przy ul. Broniewskiego.
Niestety, jak wiele podobnych instytucji, także ta została przejęta przez nazistów, a jej podopieczni stali się ofiarami przerażającej polityki eutanazji i sterylizacji. W 1940 roku kompleks został ostatecznie zlikwidowany.

Co ciekawe, już na mapach z 1865 roku widać przebieg tej drogi, niemal identyczny jak dzisiaj. Szła sobie wzdłuż strumienia Warszewiec (znanego także jako Kückenmühlenbach), łącząc wsie Wussow (Osów) i Nemitz (Niemierzyn). Prawdopodobnie była to też główna droga handlowa dla okolicznych młynów, prowadząca w kierunku Rollberg - czyli dzisiejszych Stoków (między Duńską, Wiśniowym Sadem, Rospondą i Jantarową). Gdyby mogła mówić, pewnie miałaby wiele ciekawych historii do opowiedzenia, od wożonych nią worków mąki po pierwsze budynki pacjentów.

A skoro już mowa o drogach - zanim dzisiejsza ulica Judyma została „drugą wewnętrzną” instytucji, jej rolę pełniła inna droga, współczesna ulica Plac Matki Polki. Ta zaczynała się przy drugiej bramie szpitala na Arkońskiej i biegła w stronę dzisiejszej ulicy Wszystkich Świętych, dalej w stronę Zdrojowej, aż do wiaduktu. Trochę jak dzisiejsze skróty „na dziko”, tylko wtedy wszystko było bardziej oficjalne.

Na koniec smaczek archeologiczny: przy remoncie wodociągów pod warstwą asfaltu odkryto stary bruk, ten sam, który możecie zobaczyć jeszcze przy ulicy Judyma, w okolicach dawnej chlewni (nr 18). Historia dosłownie pod naszymi stopami.

A kim był Władysław Broniewski, patron ulicy? To nie tylko poeta, to legenda wojen, polityki i literatury. Broniewski był legionistą, walczył w wojnie polsko-bolszewickiej, siedział w więzieniu u bolszewików i pisał wiersze, które znała (i zna) cała Polska. Jego twórczość była jak on sam - pełna patosu, bólu, czasem politycznego zamętu, ale zawsze autentyczna. Potrafił w jednym tomiku zmieścić miłość do ojczyzny, frustrację wobec systemu i sentyment do... kieliszka. Choć przez lata promowany jako poeta socjalistyczny, sam często grywał nie do końca według nut partyjnej orkiestry. Ulica jego imienia to więc hołd dla człowieka z krwi, kości i wiersza.

Na zakończenie, spacerując tą ulicą, warto pamiętać, że za nazwami i brukiem kryją się opowieści - o codzienności, o pracy, o pacjentach, o zapomnianych strukturach, które były kiedyś światem samym w sobie. Bo jak pisał sam Broniewski:

> „Tu wszystko było: las, droga,
powozy, lampy, tramwaje,
dzieciństwo z górką i słońcem -
i nagle nic nie zostaje.”

Do następnego spaceru, bo bruk wciąż skrywa wiele historii 👣

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niemierzyn to pasja

Westendbrücke Mostek nad Rusałką, animacja