Kaktusy, Nemitz i pewien Pan z Eckerbergstraße / Arkońskiej - historia (prawie) zapomniana



Zanim w Szczecinie zaczęto sadzić palmy na rondach, miasto miało już swoją kaktusową erę. Tak, dobrze czytasz, były czasy, gdy kaktusy były w mieście większym hitem niż dzisiejsze foodtrucki z kebabem . Cofnijmy się do roku 1910. Kaktusowa gorączka. Na przełomie XIX i XX wieku Europę ogarnęła moda na kaktusy, egzotyczne, kolczaste cuda z Nowego Świata. Sprowadzano je statkami z obu Ameryk, wystawiano w ogrodach botanicznych, a prawdziwi koneserzy hodowali je w domach z zapałem godnym alchemików.

W tym duchu w 1892 roku powstało Deutsche Kakteen-Gesellschaft e.V. (Niemieckie Towarzystwo Kaktusowe), a już 7 lat później, w 1899 roku , jego szczeciński odpowiednik: Vereinigung der Kakteenfreunde zu Stettin (Stowarzyszenie Przyjaciół Kaktusów w Szczecinie). I tu zaczyna się nasza historia…

Poznajcie Sigismunda Noacka - kaktusowego króla z Nemitz.

Sigismund Noack (1867-1937) był urzędnikiem magistratu i wielkim miłośnikiem roślin kolczastych. Mieszkał w dzielnicy Nemitz (Niemierzyn), w kamienicy przy Eckerbergstraße 8 (dziś ul. Arkońska 8). Na parterze tejże posesji urządził prawdziwe kaktusowe królestwo. Noack przez ponad 30 lat był prezesem szczecińskiego stowarzyszenia. Zanim osiadł w Szczecinie, pracował jako ogrodnik pod Poczdamem, to nie był amator, ale prawdziwy ekspert od sukulentów. Jego nazwisko pojawia się w specjalistycznych pismach niemieckich z tamtych lat, w tym kultowym Monatsschrift für Kakteenkunde.

W dniach 4-5 czerwca 1910 roku, Sigismund Noack zorganizował w Szczecinie walne zgromadzenie Niemieckiego Towarzystwa Kaktusowego. Tak! Cała kaktusowa śmietanka zjechała do miasta nad Odrą. Zaczęło się od wystawy kaktusów… w jego mieszkaniu. Goście przyjechali tam tramwajem elektrycznym, co w 1910 roku było już nowinką technologiczną. W salonie Noacka podziwiano m.in. echinokaktusy, mammillarie, opuncje i inne kolczaste rarytasy.
A potem? Spacer, oczywiście! Klasyczna trasa szczecińska: znad Rusałki (Westendsee), przez malowniczy Park Kasprowicza (wówczas Quistorpsche Anlagen), aż pod pomnik Arndta, gdzie czekała… prawdziwa bomba: ponad metrowy okaz kaktusa „Cereus peruvianus monstrosus”!
Jak napisał uczestnik spotkania w relacji prasowej: „Ciepłymi słowami powitał zebranych Pan Noack, przewodniczący Stowarzyszenia Przyjaciół Kaktusów w Szczecinie...”

Sigismund Noack zmarł w 1937 roku w Greifenhagen (Gryfino). Po jego śmierci czasopismo Monatsschrift für Kakteenkunde poświęciło mu wzruszające wspomnienie:

„Wielu niemieckich hodowców kaktusów pamięta zmarłego poprzez wymianę roślin, zakup nasion i wymianę pomysłów. Jego zrównoważony, pogodny charakter uczynił go przyjacielem wszystkich...”

Działalność szczecińskiego stowarzyszenia trwała aż do 1939 roku. Samo DKG istnieje do dziś, ale ślad po oddziale Stettin... nieco zarósł historią. A szkoda!

W cieniu kaktusowego króla Noacka, kilka kroków od gwarnej Eckerbergstraße, wyrastała inna zielona opowieść - historia człowieka, który zamiast kolców pokochał skrzydła motyli, zamiast salonowej wystawy stworzył żywą klasę pod gołym niebem, a z dzielnicy Nemitz uczynił prawdziwe laboratorium przyrody. Może i się znali, może przy filiżance kawy wymieniali botaniczne sekrety, a wśród jego rabat i alpinarium można było natknąć się na kaktusowe rarytasy sprowadzone z dalekich stron. Już niedługo poznasz tę historię - pełną pasji, zapachu kwitnących ogrodów i dźwięku trzepotu skrzydeł.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Niemierzyn to pasja

Spacerem przez historię - ulica, która (prawie) nie miała imienia.

Westendbrücke Mostek nad Rusałką, animacja